Ile kosztuje dedykowane oprogramowanie dla firmy? Ceny 2026
Ile kosztuje dedykowane oprogramowanie dla firmy? Widełki: 8-15 tys. zł za jeden proces, 15-60 tys. za system. Co podnosi cenę i co z utrzymaniem.

Trzy zapytania wysłane tego samego dnia, trzy odpowiedzi. Pierwsza: „potrzebujemy warsztatu, żeby cokolwiek powiedzieć”. Druga: „od 300 tysięcy”. Trzecia nie przyszła wcale. Firma, która chciała tylko sprawdzić, czy mieści się w budżecie, wie dokładnie tyle, co przed wysłaniem maili.
Pytanie, ile kosztuje dedykowane oprogramowanie dla firmy, ma sensowną odpowiedź. Nie jedną kwotę - tu akurat „to zależy” jest uczciwe - ale przedziały, w których mieści się prawie każdy projekt, i krótką listę rzeczy, które przesuwają wycenę w górę. Tyle wystarczy, żeby zdecydować, czy w ogóle jest o czym rozmawiać.
Poniżej nasze widełki, bez zaokrąglania w górę i bez chowania ich za formularzem kontaktowym. Razem z tym, czego w kwocie nie widać: kosztem utrzymania, czasem Waszych ludzi i momentem, w którym dedykowany system się nie opłaca.
Ile kosztuje dedykowane oprogramowanie dla firmy - konkretne widełki
Nie każdy projekt da się wycenić jednym zdaniem, ale każdy mieści się w jednym z trzech przedziałów. Kwoty netto, pełny cennik jest na stronie głównej.
| Zakres | Koszt | Czas | Dla kogo |
|---|---|---|---|
| Jeden proces | 8 000 - 15 000 zł | 2-6 tygodni | Porządek w jednym miejscu, które boli najbardziej |
| Dedykowany system | 15 000 - 60 000 zł | 6-12 tygodni | Całość procesów w jednym systemie, z aplikacją mobilną |
| System klasy enterprise | od 60 000 zł | od 12 tygodni | Wiele działów, duże wolumeny, integracja z ERP-em |
O tym, gdzie dokładnie w przedziale wyląduje Wasz projekt, decydują trzy rzeczy: liczba procesów objętych pierwszą wersją, obecność aplikacji mobilnej i liczba integracji z systemami, których już używacie. Dwie ostatnie pozycje podnoszą cenę zawsze - rozkładamy je niżej, bo to one najczęściej odpowiadają za różnicę między dolną a górną granicą widełek.
Dlaczego jedni mówią 15 tysięcy, a inni 300
Rozrzut ofert na ten sam pomysł potrafi być kilkunastokrotny i nie wynika z tego, że ktoś zawyża. Wynika z trzech rzeczy, o które warto zapytać wprost, bo żadna nie jest widoczna w kwocie.
Kto siedzi w wycenie
W dużym software housie za projektem stoi zespół: project manager, analityk, osobny zespół QA, account, czasem architekt. Każda z tych osób jest w wycenie, także wtedy, gdy nie dotyka kodu. To nie jest zarzut - przy projekcie na kilkanaście osobomiesięcy taka struktura jest potrzebna.
U nas pracują dwie osoby bez podwykonawców, więc w wycenie nie ma warstwy zarządzania projektem ani pośrednika między Wami a osobą, która pisze kod. Przy projekcie na kilkaset godzin to jest realna różnica w kwocie. Przy projekcie na kilka tysięcy godzin nasza struktura by nie wystarczyła i powiemy to wprost, zamiast się zapisywać.
Zakres: jeden proces czy cały ERP
Druga przyczyna rozjazdu jest banalna: dwie firmy wyceniają dwie różne rzeczy. Pytanie „ile kosztuje system do zarządzania firmą” jedni czytają jako komplet modułów - sprzedaż, magazyn, produkcja, kadry, księgowość - a drudzy jako zamknięcie jednego procesu, który dziś kosztuje najwięcej nerwów.
Nasze widełki startują od 8 tysięcy, bo zakładamy drugi wariant. Zaczynamy od jednej rzeczy, która boli, i dokładamy kolejne w tempie firmy. Oferta za 300 tysięcy zwykle nie jest droższa - jest po prostu o czymś innym.
Co jest gotowe, zanim zaczniemy
Logowanie, uprawnienia, role, eksport do CSV, powiadomienia, obsługa zdjęć z telefonu - to jest w każdym systemie i nikt tego nie pisze od zera. Różnica polega na tym, ile z tej warstwy dostawca ma sprawdzone we wcześniejszych wdrożeniach, a ile buduje po raz pierwszy na Waszym budżecie. Warto o to zapytać na pierwszym spotkaniu.
Trzy rzeczy, które ruszają cenę najbardziej
Liczba procesów w pierwszej wersji
To jest największy pojedynczy czynnik. Zamówienia, magazyn, serwis i raporty naraz to cztery razy więcej ekranów, reguł i przypadków brzegowych niż same zamówienia - i tyle samo razy więcej testów. Każdy dołożony proces przesuwa projekt w stronę górnej granicy przedziału, a w pewnym momencie do przedziału wyżej.
Aplikacja mobilna dla ludzi w terenie
Aplikacja mobilna zawsze podnosi cenę i warto wiedzieć dlaczego, zanim uznacie ją za oczywisty dodatek. Telefon to nie jest mniejszy ekran tej samej aplikacji, tylko drugie oprogramowanie: osobny interfejs, publikacja w App Store i Google Play, obsługa aparatu i podpisu palcem, a przede wszystkim praca bez zasięgu.
Offline jest tu pozycją, którą najczęściej się przeocza. Technik w piwnicy albo magazynier w hali bez sieci musi móc dokończyć zlecenie, a dane mają się wysłać same, gdy telefon złapie zasięg. To znaczy: dane trzymane lokalnie na urządzeniu, kolejka wysyłki i rozstrzyganie konfliktów, kiedy dwie osoby zmieniły to samo. Ta warstwa bywa największą pojedynczą pozycją w wycenie aplikacji mobilnej i to ona najczęściej decyduje, czy projekt wyląduje przy dolnej, czy przy górnej granicy widełek.
Jeśli wszyscy użytkownicy siedzą przy biurkach, panel w przeglądarce wystarczy i będzie tańszy. Mobilna ma sens tam, gdzie praca dzieje się poza biurem - i wtedy zwykle zwraca się szybciej niż reszta systemu, bo likwiduje przepisywanie danych z kartek.
Integracje z ERP-em, który już macie
Każda integracja podnosi cenę - i to jest cena, którą prawie zawsze warto zapłacić, bo alternatywą jest ktoś w biurze przepisujący dane między dwoma programami.
Koszt integracji zależy od tego, co zastaliśmy. Jeśli Wasz ERP - Comarch, Subiekt, enova, SAP czy Dynamics - udostępnia API, podłączamy się do niego i dane krążą w obie strony; to policzalna pozycja. Jeśli API nie ma, a przy starszych wdrożeniach to normalne, zostają inne drogi: wymiana plikami, dostęp do bazy, pośrednia warstwa synchronizacji. Wtedy rośnie zarówno koszt, jak i ryzyko, bo więcej rzeczy trzeba sprawdzić empirycznie.
Warto wiedzieć, że samo podłączenie jest najmniejszą częścią tej pozycji - więcej czasu zajmuje mapowanie pól, ustalenie źródła prawdy przy rozbieżności i zachowanie przy awarii. Co dokładnie udostępniają Optima, Subiekt i enova365 i jak to przekłada się na wycenę, rozkładamy w osobnym tekście o integracji z ERP bez wymiany systemu.
Poza tą trójką na wycenę wpływają jeszcze:
- Liczba ról i uprawnień. Jeden typ użytkownika jest tańszy niż pięć ról, z których każda widzi co innego i może co innego zatwierdzić.
- Migracja danych. Kilkaset pozycji w Excelu to inna praca niż piętnaście lat historii w starym systemie z niespójnym nazewnictwem.
- Wymagania dotyczące bezpieczeństwa i dostępności. Środowisko testowe, monitoring i uzgodniony czas reakcji to pozycje, które pojawiają się w przedziale enterprise.
- Stopień poukładania procesu po Waszej stronie. System można zbudować na procesie, który dopiero powstaje, ale będzie to droższe niż zbudowanie go na procesie, który działa i wymaga tylko przeniesienia do narzędzia.
Ile kosztuje system CRM na zamówienie
CRM dobrze pokazuje, jak te czynniki składają się na kwotę, bo potrafi wylądować w każdym z trzech przedziałów. Sam lejek sprzedaży - kartoteka klientów, etapy, historia kontaktu, oferty i reguły przydzielania klientów - mieści się w pierwszym: jeden proces, jeden dział, bez pracy w terenie. Pojedynczy punkt wymiany danych z programem, który już macie, jeszcze się w nim mieści, a całość powstaje w tych samych 2-6 tygodniach co każdy inny pojedynczy proces.
Wyżej wchodzi się wtedy, gdy CRM przestaje być kartoteką i zaczyna pokazywać liczby z magazynu i z księgowości naraz. Handlowiec u klienta chce widzieć jego ceny, limit kredytowy i to, czy towar w ogóle jest na stanie. Każda z tych trzech rzeczy mieszka w ERP-ie, nie w CRM-ie - więc pozycją w wycenie nie jest „widok ceny”, tylko integracja, która tę cenę przynosi. Wraca tu zachowanie przy awarii z poprzedniej sekcji, tyle że w terenie znaczy coś konkretnego: co pokazać, gdy ERP milczy, a klient czeka na potwierdzenie ceny. Te scenariusze rozbiera osobny tekst o integracji z ERP.
Trzeci przedział to CRM spinany z ERP-em w skali całej organizacji: wiele działów naraz i duże wolumeny danych. Wycena przestaje wtedy być o CRM-ie, a zaczyna być o tym, ile systemów musi się ze sobą zgadzać.
Aplikacja mobilna dla handlowców jest osobną pozycją w wycenie, niezależnie od tego, w którym przedziale wylądował sam system. Zamówienie złożone u klienta bez zasięgu musi przeczekać na telefonie i trafić dalej dopiero po odzyskaniu sieci - a w międzyczasie ktoś w biurze mógł sprzedać ten sam towar. Rozstrzygnięcie takiego konfliktu jest pracą do wykonania, nie wariantem ekranu.
Ile kosztuje system CRM na zamówienie, rozstrzyga się więc nie na lejku, tylko na integracji. Kartoteka klientów jest tania. Kartoteka, która zna stan magazynu i limit kredytowy, jest projektem integracyjnym i kosztuje jak projekt integracyjny.
Co mieści się w cenie, a czego w niej nie ma
W naszych widełkach mieści się całość dowiezienia: warsztat i spisanie zakresu, projekt ekranów, budowa, testy z Waszym zespołem, migracja danych, uruchomienie, dokumentacja i przekazanie kodu na Wasze repozytorium. Sześć etapów, każdy kończy się czymś, co można obejrzeć.
Czego w cenie nie ma: serwera i domeny (płacicie wprost dostawcy hostingu), kont deweloperskich w sklepach z aplikacjami, jeśli publikujemy na Wasze konta, oraz licencji na usługi zewnętrzne, gdyby system z takich korzystał - bramka SMS, mapy, podpis elektroniczny.
Osobna sprawa to zmiana zakresu w trakcie, bo zdarza się w większości projektów. Zwykle nie chodzi o kaprys, tylko o to, że na Etapie 3 ktoś z zespołu widzi działający ekran i mówi coś, czego nie powiedziałby przy najlepszym warsztacie na świecie. Ustalamy wtedy jedną z dwóch dróg: drobna zmiana wchodzi w bieżący etap, a większa staje się osobnym etapem z własną wyceną i terminem. Czego nie robimy, to dokładanie zakresu po cichu i przysyłanie faktury z niespodzianką na końcu - kwota, która ma wzrosnąć, jest uzgadniana, zanim zaczniemy pracę.
Koszty, o których nikt nie mówi na starcie
Największą pozycją spoza faktury jest czas Waszych ludzi. Warsztat, decyzje, testy na prawdziwych danych i wyłapywanie nietypowych przypadków to praca, której nikt nie wykona za Was, bo nikt inny nie wie, jak naprawdę działa Wasza firma. Realnie: kilkanaście do kilkudziesięciu godzin osoby, która zna proces najlepiej - zwykle najbardziej zajętej w firmie.
Druga pozycja to okres przejściowy. Przez kilka tygodni po starcie zespół pracuje wolniej, bo uczy się nowego narzędzia, a część danych bywa prowadzona równolegle po staremu. To normalny etap wdrożenia, nie jego wada - ale warto go wpisać w plan, zamiast tłumaczyć się z niego przed zarządem.
Ile kosztuje utrzymanie po wdrożeniu
Za sam system nie ma abonamentu. Jest Wasz, kod stoi na Waszym repozytorium, liczba użytkowników nie zmienia ceny - dziesiąta osoba w firmie kosztuje tyle samo co pierwsza, czyli nic.
Zostaje koszt serwera i domeny, rzędu kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie, płacony wprost dostawcy hostingu, nie nam. Rozrzut w tych widełkach nie jest przypadkowy. Panel dla kilku osób w biurze, obsługujący kilkaset dokumentów miesięcznie, zmieści się na zwykłym serwerze wirtualnym i wyląduje przy dolnej granicy. Górna granica pojawia się wtedy, gdy dochodzą rzeczy, które kosztują niezależnie od liczby użytkowników: zdjęcia z terenu zajmujące miejsce, kopie zapasowe trzymane dłużej niż tydzień, osobne środowisko testowe albo wymóg, żeby system odpowiadał szybko o ósmej rano, kiedy cały zespół loguje się naraz.
Do tego dochodzi rozwój, jeśli będzie potrzebny: poprawki, nowe funkcje, zmiany wymuszone przez przepisy. To pozycja opcjonalna, rozliczana w modelu, który sami wybierzecie - godziny, pakiet albo stała opieka.
Warto wiedzieć, co się dzieje, gdy przez rok nie zamówicie nic. System działa dalej, bo nie wygasa mu żadna licencja i nikt go zdalnie nie wyłącza - to jest praktyczna konsekwencja tego, że jest Waszą własnością. Uwagi wymagają dwie rzeczy, obie po stronie hostingu: aktualizacje bezpieczeństwa serwera i, jeśli macie aplikację mobilną, wymagania sklepów Apple i Google, które co jakiś czas wymuszają przebudowanie aplikacji pod nową wersję systemu. Pierwsze zwykle robi dostawca hostingu w ramach usługi, drugie jest raz na jakiś czas kilkoma godzinami pracy. Mówimy o tym na starcie, żeby nikogo nie zaskoczyło po dwóch latach.
Najdroższy system to nie ten z najwyższą fakturą na starcie, tylko ten, za który płacicie co miesiąc przez pięć lat i nie możecie z niego wyjść.
Dedykowane czy abonament - policzmy pięć lat
Porównanie z gotowym SaaS-em ma sens tylko wtedy, gdy liczy się je w czasie i na konkretnej liczbie osób. Poniżej rachunek dla firmy na dziesięć osób, przy założeniach: abonament 150 zł netto za użytkownika miesięcznie, dedykowany system z drugiego przedziału (35 tys. zł), hosting 200 zł miesięcznie, rozwój 5 tys. zł rocznie.
| Pozycja | Gotowy SaaS | Dedykowany system |
|---|---|---|
| Start | 0 zł (konfiguracja) | 35 000 zł |
| Rok 1 | 18 000 zł | 2 400 zł hosting + 5 000 zł rozwój |
| Lata 2-5 | 72 000 zł | 9 600 zł hosting + 20 000 zł rozwój |
| Razem po 5 latach | 90 000 zł | 72 000 zł |
| Przy podwojeniu zespołu | 180 000 zł | bez zmian |
Teraz uczciwa część. Podstawcie trzy osoby zamiast dziesięciu, a SaaS schodzi do 27 tysięcy, podczas gdy system dedykowany kosztuje niezmiennie 72 tysiące - koszt budowy nie maleje razem z zespołem. Przy tych założeniach próg opłacalności leży w okolicach ośmiu osób. Jeśli nie zamawiacie rozwoju w ogóle, do porównania zostaje 47 tysięcy i próg schodzi do pięciu-sześciu osób.
Do tego dochodzi czas: gotowe narzędzie działa jutro, dedykowany system za sześć do dwunastu tygodni. Jeśli macie mały zespół, standardowy proces i pilną potrzebę, gotowy produkt jest tańszą i szybszą odpowiedzią - piszemy o tym szerzej w tekście o tym, czy wybrać gotowy program, czy dedykowany system.
Argument, który tabela pokazuje najlepiej, to ostatni wiersz. Koszt abonamentu rośnie z firmą, koszt budowy nie.
Co na to księgowa
Kwota z oferty i kwota, która realnie obciąży wynik firmy, to dwie różne rzeczy. Dedykowane oprogramowanie z przeniesieniem praw autorskich jest zwykle traktowane jako wartość niematerialna i prawna, co zmienia sposób ujęcia w kosztach. Warunki są dwa i przy wdrożeniu na zamówienie spełnione są niemal zawsze: prawa muszą być nabyte od kogoś z zewnątrz, a system ma służyć firmie dłużej niż rok.
Zasada w skrócie: przy wartości początkowej do 10 000 zł wydatek można ująć jednorazowo, a powyżej tego progu podlega amortyzacji przez co najmniej 24 miesiące metodą liniową - inne metody są tu niedopuszczalne. W praktyce znaczy to, że system za 35 tysięcy nie wchodzi w koszty jednym ruchem, tylko rozkłada się na co najmniej dwa lata.
To jest zarys, nie porada podatkowa - kwalifikacja zależy od zapisów umowy i od tego, co dokładnie nabywacie. Zapytajcie swoją księgową, zanim wpiszecie kwotę do budżetu.
Jak to wygląda w praktyce - trzy wdrożenia i ich zakres
Widełki mówią mniej niż to, co za nie powstaje. Trzy nasze realizacje z zakresem, żeby dało się przyłożyć je do własnej sytuacji.
- System ERP dla grawerni laserowej - zlecenia, wycena i magazyn w jednym panelu zamiast wątków mailowych, stan materiału liczony z ruchów. Efekt: 3 godziny tygodniowo odzyskane z ręcznego liczenia magazynu.
- System kart pracy dla firmy elektrycznej - karty wypełniane z telefonu zaraz po zleceniu, akceptowane w panelu przez biuro, eksport do CSV. Efekt: zero kart przepisywanych ręcznie w biurze.
- Aplikacja dla wypożyczalni samochodów - cała flota w jednej aplikacji, terminy serwisowe liczone równolegle w dniach i kilometrach. Efekt: 8 zakładek Excela zastąpionych aplikacją.
Pierwsza i trzecia pozycja to wdrożenia zamknięte w panelu dla biura. Druga dokłada aplikację mobilną w terenie - i jest to dokładnie ta pozycja, która przesuwa wycenę w górę, z powodu opisanego w sekcji o mobilnej. Za to zwraca się najszybciej z całego wdrożenia.
Jak nie przepłacić - pięć zasad
- Zacznijcie od jednego procesu. Ten, który najbardziej boli, wyceniony osobno, jest najtańszym sposobem sprawdzenia, czy dedykowany system ma u Was sens. Koszt takiego sprawdzenia zamyka się w pierwszym przedziale i nie wymaga decyzji o całej firmie naraz.
- Żądajcie etapów z widocznym efektem. Projekt rozliczany w kamieniach milowych, po których coś da się kliknąć, jest projektem, z którego można wyjść. Projekt rozliczany „po zakończeniu prac” takim nie jest.
- Umówcie się na kod od pierwszego dnia. Repozytorium po Waszej stronie i dokumentacja na koniec kosztują dostawcę tyle co nic, a Wam dają możliwość rozwijania systemu z kimkolwiek. To najtańsza polisa w całym projekcie.
- Policzcie abonamenty na trzy lata do przodu, nie na miesiąc. Opłata za użytkownika wygląda niewinnie przy pięciu osobach i przestaje przy piętnastu.
- Nie kupujcie wyceny z cennika, kupujcie wycenę po warsztacie. Kwota podana bez rozmowy o Waszym procesie jest zgadywaniem, które i tak zostanie skorygowane - zwykle w górę i zwykle w połowie projektu.
Od czego zacząć
Zanim poprosicie o oferty, policzcie jedną liczbę. Ile godzin miesięcznie schodzi w firmie na przepisywanie tych samych danych z miejsca w miejsce - z kartki do Excela, z Excela do programu do fakturowania, z maila do arkusza. Pomnóżcie przez stawkę godzinową osoby, która to robi, i przez dwanaście.
Ta liczba jest punktem odniesienia dla każdej oferty, jaką dostaniecie. Jeśli roczny koszt przepisywania wychodzi w okolicach kilku tysięcy, przez pięć lat nie zbierze się nawet na dolny przedział - lepiej poszukać gotowego narzędzia. Jeśli wychodzi kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy rocznie, wiecie już, w którym przedziale z tabeli warto rozmawiać - i macie argument, którego nie da się podważyć na spotkaniu z zarządem.
U nas pierwszy krok jest bezpłatny. Etap 0 to warsztat, mapa ekranów i połączeń oraz zakres pierwszej wersji - na końcu dostajecie spisany zakres z kwotą i terminem, rozbity na etapy, i decydujecie, czy zaczynamy. Do firm z Opola i województwa opolskiego przyjeżdżamy na pierwsze spotkanie bez opłat.
Umówcie bezpłatną rozmowę - odpowiadamy w 24 godziny, zawsze osobiście.
Najczęstsze pytania
Co, jeśli nasz budżet jest mniejszy niż 8 000 zł?
Poniżej tej kwoty nie zbudujemy systemu, z którego bylibyście zadowoleni. Zwykle da się zawęzić zakres do jednej rzeczy, która boli najbardziej, i wrócić do reszty później - budujemy tak, żeby dało się rozbudowywać. Jeśli i to nie wystarczy, powiemy wprost, że lepiej wyjść na gotowym narzędziu z abonamentem.
Ile trwa wdrożenie dedykowanego systemu?
Pierwsza działająca wersja, zamykająca jeden proces, powstaje od 2 tygodni. Pełny CRM czy ERP to zwykle kilka miesięcy, oddawany etapami - po każdym jest coś do obejrzenia i przetestowania.
Czy zintegrujecie system z Comarchem, Subiektem albo enovą?
Tak. Jeśli system udostępnia API, podłączamy się do niego i dane krążą w obie strony. Jeśli API nie ma, zostają inne drogi i integracja pozostaje możliwa. Każda integracja jest osobną pozycją w wycenie i podnosi koszt - dlatego na warsztacie ustalamy, które są naprawdę potrzebne w pierwszej wersji, a które mogą poczekać.
Czy przeniesiecie nasze dane z Excela i starego systemu?
Tak, migracja danych jest częścią wdrożenia, nie osobnym projektem. Przenosimy na próbę jeszcze przed startem, żebyście zobaczyli wynik na własnych danych. Stary system zostaje nietknięty.
Czyj jest kod po zakończeniu projektu?
Wasz, od pierwszego dnia - trafia na Wasze repozytorium na bieżąco, nie na koniec. Razem z dokumentacją, żeby dało się rozwijać system samodzielnie albo z inną firmą.
Czy dla pięcioosobowej firmy dedykowany system się opłaca?
Czasem tak, częściej nie. Przy małym zespole i standardowym procesie gotowe narzędzie zwykle wygrywa - rachunek z sekcji o pięciu latach pokazuje, że próg leży w okolicach ośmiu osób. Dedykowany system opłaca się mniejszej firmie wtedy, gdy jej proces ma w sobie coś, czego żaden gotowiec nie obsługuje, albo gdy obok programu, za który już płacicie, żyje drugi arkusz.
Zaktualizowano:
